Za mną już niemal rok samorządowych doświadczeń więc mogę pokusić się o pewne refleksje związane z funkcjonowaniem samorządów i ich nadmierną – w mojej ocenie – zależnością od władzy centralnej. Działając lokalnie – jako radny Sejmiku Województwa Lubuskiego – mam świadomość, jak ogromną rolę samorząd terytorialny odgrywa w codziennym życiu mieszkańców. To właśnie władze lokalne są najbliżej obywateli, rozumiejąc ich potrzeby i odpowiadając na konkretne wyzwania. Tak w każdym razie powinno być w praktyce. A jak jest faktycznie?
Bez nadmiernego potakiwania
Jako aktywny samorządowiec dostrzegam wyraźny wpływ polityki centralnej na działania naszych lokalnych struktur. W komisjach samorządowych, w których pracuję, widzę zarówno ich potencjał, jak i niedoskonałości. Szczególnie boli mnie marginalizacja głosów młodych radnych, którzy są postrzegani jako „niedoświadczeni”. To podejście starszych kolegów często prowadzi do tego, że ich pomysły są ignorowane, mimo że mogą wnieść świeże spojrzenie na rozwój naszych społeczności. Radni z wieloletnim doświadczeniem posiadają zasoby postaci wiedzy proceduralnej, która na pewno jest atutem, ale nie ona czyni z radnego osobę kreatywną i sprawczą. W mojej ocenie niezwykle istotne dla samorządowców jest myślenie krytyczne, które pozwala na bieżąco analizować rzeczywistość, a przede wszystkim nie funkcjonować bezrefleksyjnie. Ten brak często niestety prowadzi do powielania nieprzydatnych już schematów i akceptowania anachronicznych pomysłów. Jako jednostka krytyczna spotykam się z opinią, że jestem oderwany od rzeczywistości. Nie określiłbym siebie jako Jamesa Deana lokalnej polityki, ale pewien zalążek niezgody jest inkubatorem pomysłów i może przyczynić się do wprowadzenia pozytywnych zmian.
Przyjrzyjmy się baczniej
Nie godzę się z brakiem strategicznego myślenia i krytycznego podejścia do tu i teraz. Trudno mi zrozumieć, dlaczego wciąż brakuje perspektywicznego myślenia o rozwoju regionu. Zamiast tego w codziennej pracy koncentrujemy się na gaszeniu bieżących pożarów. Myślenie krótkoterminowe to choroba, która hamuje postęp. Dlatego uważam, że musimy zacząć stawiać na innowacje i podejście długofalowe, szczególnie w takich obszarach jak edukacja i infrastruktura. Jak zauważył prof. Leon Kieres, „samorząd terytorialny jest instytucjonalną formą organizacji państwa” – a jednak ta instytucja jest coraz bardziej marginalizowana. Przykładem tej marginalizacji jest centralizacja w obszarach, które powinny pozostać w gestii lokalnych społeczności. Ostatnie reformy w edukacji czy ochronie zdrowia pokazują, że coraz mniej możemy decydować o sprawach, które mają bezpośredni wpływ na nasze codzienne życie. Samorządy stają się wykonawcami woli centralnych urzędników, a nie kreatorami lokalnych polityk. Tymczasem każdy region Polski to odmienne oczekiwania i potrzeby, wynikające z konkretnych uwarunkowań, lokalnych zasobów i potencjału. Pozwólmy mieszkającym tam ludziom wydobywać z siebie to, co najlepsze.
Zmiana reguł
Ustawa o samorządzie gminnym 1990 roku była w zupełności wystarczająca na tamte czasy, czyli 35 lat temu. Dzisiaj, gdy żyjemy już w innej rzeczywistości, przyszedł czas na zmianę reguł gry i pochylenie się nad przepisami regulującymi wpływ władzy centralnej na regiony i zdecydowane poszerzenie kompetencji władz lokalnych. Przy obecnych ograniczeniach ustawowych jako samorządowiec nie mogę swoim wyborcom obiecać zbyt wiele, gdyż nie jestem w stanie wielu projektów zrealizować bez zgody płynącej z samej góry. Dlatego uważam, że nadszedł czas na zmiany. Zmiany, które z pewnością będą procesem długim i niełatwym. O tym co wymaga korekty, zdefiniowania od nowa, będę mówił w moim podcaście o przewrotnym tytule „Niech pan tego nie mówi!”. Już wkrótce zaproszę na pierwszy odcinek serii.
