Czyli jak politycy grają nami w niekończącą się grę pozorów
Witam, tu Tomasz Siemiński. W dzisiejszym odcinku podcastu „Niech pan tego nie mówi” chciałbym przyjrzeć się temu, co tak naprawdę reguluje życie polityczne – w Polsce i na świecie. Chodzi o rolę państwa: w polityce, w naszym codziennym życiu, w gospodarce. Czy państwo jest naszym opiekunem? A może uczestnikiem gry, w której stawką są nasze głosy, podatki i złudne poczucie bezpieczeństwa?
Państwo powinno pełnić rolę bezpiecznika – instytucji, która chroni obywateli. Tylko że w praktyce działa to trochę inaczej. Aby zrozumieć, co się dzieje, trzeba spojrzeć na trzy główne siły, które kształtują rzeczywistość: społeczeństwo, rynek i państwo. I zobaczyć, jak politycy tymi trzema klockami żonglują.
Triada, która rządzi światem
Społeczeństwo – to my. Ludzie, którzy pracują, płacą podatki, mają dzieci, głosują w wyborach.
Rynek – to firmy, korporacje, banki, przedsiębiorcy – zarówno polscy, jak i zagraniczni.
Państwo – to rząd, instytucje, urzędy, ustawy, system prawny.
Na papierze te trzy siły powinny ze sobą współpracować. W rzeczywistości – toczą grę. A politycy są jej reżyserami.
Polityka jako teatr trzech aktorów
Prawo i Sprawiedliwość przez lata romansowało z państwem i społeczeństwem, ignorując rynek. Elity? Bezużyteczne. Przedsiębiorcy? Krwiopijcy. Deweloperzy? Wrogowie ludu. Wzmocniono przekaz, który miał obudzić w Polakach zawiść i frustrację. Wszystko po to, by umocnić swoją władzę.
Platforma Obywatelska przez długi czas flirtowała z rynkiem – stawiała na gospodarkę, przedsiębiorczość, deregulację. Efekt? Oskarżenia o korupcję, układy z deweloperami, elitaryzm.
Obie strony, choć pozornie różne, grają w tę samą grę – tylko wybierają inne klocki do zabawy.
Kiedy role się mieszają
Dziś obserwujemy ciekawy zwrot akcji. Platforma zaczyna sięgać po metody znane z podręcznika PiS-u. Mówi o potrzebach społecznych, wspiera programy pomocowe. Lewicowe hasła przejmowane są przez partie, które dotąd trzymały się wolnorynkowego kursu. Triada zaczyna się chwiać.
Ale historia pokazuje jedno – państwo nie przetrwa bez silnej gospodarki. Nie da się prowadzić sensownej polityki społecznej, ignorując rynek i przedsiębiorców. Tymczasem politycy coraz częściej traktują biznes jak kozła ofiarnego. Jakby winni niskim pensjom byli wyłącznie pracodawcy. Jakbyśmy mogli wszystko rozdawać, niczego nie produkując.
Polityczne przedszkole
Politycy nie planują na dekady. Nie myślą o przyszłości naszych dzieci. Liczy się kolejny sondaż, kolejna kampania, kolejne wybory. Jesteśmy świadkami przedszkolnej zabawy w grupie, z której za chwilę wszyscy wyjdą – a my zostaniemy w tym samym bałaganie.
Chciałbym, żebyśmy jako społeczeństwo spojrzeli szerzej. Przestali łapać się na hasła, które mają tylko jeden cel – utrzymać władzę. Bo polityka to gra trzema klockami: państwem, rynkiem i społeczeństwem. I dopóki będziemy pozwalać politykom się nimi bawić, nic się nie zmieni.
